Motocykl SHL M11 wyglada tak jak na zalaczniku i wazy 120kg

Mialem 11, moze 12 lat kiedy rodzicow nie bylo w domu a motor byl

Jako ze juz wczesniej nim jezdzilem z tata za soba to wiedzialem co i jak.
Siedzac prawie na baku potrafilem dosiegnac pedalow, hamulca itp ale do ziemi mi jeszcze niezle brakowalo.
Problem stanowilo dla mnie sciagniecie go z nozek i doprowadzenie do bramy, za nia droga byla z gorki. Korzystajac z uksztaltowania terenu wygramolilem sie na niego przekrecilem stacyjke i odepchnalem sie do przodu.
Moglem go uruchomic tylko na "zapych" bo starter mocno "odbijal".
Zasada jazdy na nim byla prosta: nie moglem sie zatrzymywac w czasie przejazdzki bo motor przygniotl by mnie. Postoj byl przewidziany dopiero w garazu.
Odpalil, ach co to byla za jazda bezdrozami, na zebach bylo coraz to wiecej muszek

wyskoczylem na droge asfaltowa i przekroczylem pierwszy raz sam 100 km/h, bylem zarodkiem pirata drogowego, tzw "dawcy".
Wszystko sie skonczylo dobrze, wyczyn udalo mi sie powtorzyc jeszcze raz. po drugim razie o moich przejazdzkach dowiedzial sie rodzic.. dal mi szlaban a motor sprzedal za apteczke i trojkat ostrzegawczy do wielkiego fiata. Kiedys na tym motorze wyladowal na kamiennym murze i siedzial pare lat na rencie (poszlo w krew). Od tego czasu jezdzilem tylko na wysluzonym komarku z silnikiem z kadeta

max 60 km/h i to z gorki

Pomyslec ze wyrosl ze mnie taki pozadny czlowiek

(skromnie powiedzial )
Zalacznik pochodzi ze strony
http://www.shlka.prv.pl/